Wsiadasz, siadasz, odkładasz bagaż.
Wygodnie rozsiadasz się w swoim siedzeniu, zarezerwowanym, wcześniej wybranym, wygodnym. Twoja głowa opada na oparcie a ty czekasz aż pociąg ruszy.
Para, dzwonek, gwizdek. Wagon zaczyna delikatnie kołysać, po woli, spokojnie. Peron znika zza okien, tory prowadzą do przodu.
Miarowe stukotanie, w jego rytm kołysanie, rytmicznie uspokajające, usypiające.
Drzewo, dom, las, niebo.
Pociąg mknie przed siebie bez zatrzymania. Mija wsie, miasta i pola. Żadna stacja go nie spowalnia, żadne miasto nie kusi. Mknie do przodu. Mija lasy, parki i mosty. Wsiadasz? Wysiadasz? Nie, na pewno nie tutaj – tu nie przystajemy. Jedziemy. Szybko, szybciej, dalej. Poczekasz na swoją stacje jeszcze trochę. A teraz usiądź wygodnie, rozprostuj nogi i popatrz za okno. Spójrz jak za szybą przemija las, drzewa, pola. Popatrz jak ci ludzie czekają na swój pociąg, który nie nadjeżdża. Popatrz jak świat się rozpływa, rozmywa i znika. W mgnieniu oka, w uderzeniu serca, w szybkim oddechu.
Drzewo, las, drzewo.
Oczy zmęczone. Powieki ciężkie opadają. Ostatkiem woli zmuszasz się, żeby patrzeć za okno, poczytać gazetę, pooglądać obrazki. Poddajesz się, zasypiasz.
Patrzysz na tęczę nad twoją głową, rozglądasz się w koło. Słońce przyjemnie grzeje a ty się śmiejesz. Cieszysz się z jasnych kolorów, z ciepła, z piękna. Zamykasz oczy i tańczysz, śpiewasz, dotykasz. Rozglądasz się w koło. Pod drzewem stoi zegar. Stary, drewniany, posępny. Sekunda, sekunda sekunda za sekundą mija czas. Twój czas.
Stuk, Stuk, Stuk.
Pociąg rytmicznie wybija uderzenia twojego serca, miarowo kołysze w rytm oddechu. Za oknem drzewa, lasy, miasta, wsie. Mijamy stacje, następną, kolejną. Nie zatrzymujemy się. Nie mamy czasu.
Stuk, stuk, stuk.
Uwielbiam pociągi, uwielbiam podróżować – mam wtedy wrażenie, że dokądś zmierzam, że mam jakiś cel.
A potem wysiadam. I co dalej?
“The Long Journey” by kantellis
